NAJJAŚNIEJSZE ŚWIATEŁKO

 Listopad przychodzi w blasku światełek.

Każdy znicz zapalany w tym dniu na cmentarzu to jakaś historia. To opakowane w szklaną osłonę ciche przypomnienie, że ktoś był i... nadal jest - tyle, że w pamięci.



A pamięć nie ma granic czasu.

Kiedy więc jesienny deszcz zgasi te pięknie migoczące, małe płomyczki, to najważniejsze, najcenniejsze światełko wcale nie zgaśnie.

Bo ono jest i w nas, i w ludziach nam bliskich. Nie możemy go zobaczyć, ale możemy iść przez życie ogrzewając się jego ciepłem.

I tylko jednej kwestii nie można pominąć - tego, że światełka pamięci nie zapalamy dopiero po odejściu. Ono rozpala się już znacznie wcześniej, za życia. Kiedy budujemy wspólną historię, dzięki której później chcemy pamietać. Bo gdy żałoba uderza w serce, gdy tęsknota sciska gardło, to jest to konsekwencja tego, że po prostu kochaliśmy. Że ktoś był dla nas ważny. To bolesne, ale piękne.

Jestem za to wdzięczna. Za wszystkich tych, z którymi łączą mnie światełka. I chcę to pielęgnować.


Niezależnie od tego, po której stronie są obecnie nasi bliscy - każdemu warto wysłać ciepły uśmiech. Przytulić tych, którzy wciąż możemy, wspomnieć tych, których dotknąć już nie można. Celebrować uczucie tym ciepłym światełkiem. Nie tylko dzisiaj, nie tylko przy specjalnej okazji. Za to szerze, od serca. 












Komentarze

instagram @pisanezusmiechem