W NOWY ROK Z CZUŁOŚCIĄ I WYROZUMIAŁOŚCIĄ
Koniec grudnia i początek stycznia to specyficzny okres, w którym bardzo odczuwalna staje się presja podsumowań, rozliczeń i planowania. Wszędzie dookoła widzimy różne zestawienia wydarzeń, przeżyć, dokonań z mijającego roku - przy czym często nie ma nawet odpowiedniego czasu na skupienie się na tych podsumowaniach, bo jednocześnie w głowie już pojawiają się myśli o tym, co by tu zaplanować na rok nadchodzący. W tym wpisie chciałabym podkreślić, że podsumowywanie powinno być przede wszystkim wspierające, a nie obciążające. Zapraszam do dalszej lektury!
Mam wrażenie, że przełom grudnia i stycznia jest społecznie odbierany jako ten, kiedy wręcz wypada podkreślać naszą moc sprawczą i zarówno podsumowywać wszystko, co się wydarzyło, jak i rzucać się w wir organizacji na kolejne miesiące.
Co jednak wtedy, gdy zwyczajnie nie ma się na to sił, pomysłu ani ochoty?
Spokojnie, wszystko w porządku!
Moim zdaniem zawsze warto pamiętać, że okres noworoczny tak naprawdę nie stawia przed nami żadnych wymagań w tym zakresie. To my sami narzucamy na siebie presję, tymczasem odgórnie...nic nie musimy. I to jest jak najbardziej w porządku, jeśli nie chcesz robić podsumowań, jeśli nie chcesz tworzyć zestawień i analiz, jeśli nie chcesz już teraz na siłę wyznaczać planów.
Ślepe rzucanie się na podsumowanie i planowanie tylko dlatego, że inni tak robią i nie chcemy zostawać w tyle, może przynieść więcej szkody niż pożytku. Może budzić frustrację przez porównywanie się z innymi osobami, może zakrzywiać nasze poczucie własnej wartości i samoocenę, może powodować stawianie sobie nierealnych celów, które za chwilę zaczną nas uwierać, gdy dążenie do nich okaże się za bardzo uciążliwe (albo nawet zwyczajnie nie do zrealizowania w danej sytuacji i czasie).
Warto więc moim zdaniem przejść przez ten przełom lat z maksymalną czułością i wyrozumiałością dla siebie samego. Wsłuchać się w siebie, dać sobie czas i przestrzeń na spokojną refleksję, pożegnanie z jednym rokiem i otwarcie głowy na ten drugi. Nie miej do siebie pretensji, jeśli w tym momencie nie czujesz wielkiej motywacji ani nie snujesz wielkich planów.
I przede wszystkim: nie warto podchodzić do podsumowania roku jak do wyścigu "kto więcej zrobił/osiągnął/doświadczył". Każdy z nas jest inny, każdy ma inną historię, sytuację i warunki - najgorsze, co można zrobić, to wpaść w pułapkę umniejszania sobie, bo ktoś inny zrobił to i tamto, albo taplania się w przygnębieniu, że ktoś inny ma to i tamto. Nie patrzymy na innych - skupmy się w tym podsumowaniu roku na sobie samym.




Bardzo trafnie to ujęłaś. Presja noworoczna bywa przytłaczająca, a Twoje podejście z czułością dla samej siebie to potrzebny głos rozsądku. W wolnej chwili zapraszam do siebie na bloga po inspiracje książkowe, które mogą być wspaniałym uzupełnieniem tego spokojnego czasu.
OdpowiedzUsuńMasz rację. Trzeba cieszyć się każdym dniem, szukać pozytywów i myśleć optymistycznie. Wiem, że nie zawsze to jest łatwe, ale "po burzy wychodzi słońce " i trzeba siebie wspierać a nie narzucać samemu sobie ograniczeń.
OdpowiedzUsuńSlepe podążanie za tłumem nie zawsze jest najleszym pomysłem, przypomnial mi sie cytat: "gdzie wszyscy myślą tam samo nikt nie myśli zbyt wiele".
OdpowiedzUsuńNech ten rk będzie dla Ciebie cudowny!
Od wielu lat uprawiam wdzięczność, chociaż nie miało to swojej nazwy, intuicyjnie wiedziałam, co mnie uszczęśliwia i jak odnosić się do źródeł szczęścia. Izabela Bookendorfina
OdpowiedzUsuńBardzo ładne to podsumowanie. Szczere, konkretne a te słowa o wdzięczności bardzo cenne.
OdpowiedzUsuńMnie takie podsumowania troszkę pomagają - kiedy spiszę sobie gdzie byłam, co widziałam, co zrobiłam to nagle się okazuje, ze rok wcale nie był taki zły jak go mentalnie odebrałam ... bo czasem masz wrażenie, ze wszystko się wali, ale to w sumie nie prawda
OdpowiedzUsuńJa nigdy nie robię żadnego podsumowania roku, bo cały czas jestem świadomy, co się moim życiu dzieje. Postanowienia noworoczne u mnie bywają, z różnym skutkiem. Pozdrawiam i najlepszego na Nowy Rok.
OdpowiedzUsuń