CZAS NA KSIĄŻKĘ! W SIECI INTRYG I TAJEMNIC - "NASZE IDEALNE MAŁŻEŃSTWO"

Dzisiejszy wpis to gratka dla miłośników thrillerów psychologicznych - przychodzę do Was z poleceniem książki, która na tle nowości z tego gatunku zdecydowanie się wyróżnia! Uwielbiam thrillery psychologiczne i chętnie po nie sięgam, więc mam spore rozeznanie i nie tak łatwo zadowolić moje czytelnicze serce. Pani Loreth Anne White udało się to w znakomitym stylu! Jej powieść "Nasze idealne małżeństwo" ma wszystko, co uwielbiam w dobrych thrillerach: ciekawie poprowadzoną fabułę, żonglowanie linią czasu, intrygujących bohaterów i twist fabularny, który zapiera dech. Zaintrygowani? 


Powieść "Nasze idealne małżeństwo" miała swoją premierę w Polsce 30 czerwca, jest to więc świeżutka nowość od Wydawnictwa Mando, dzięki którego uprzejmości miałam okazję przeczytać książkę tak szybko.

 

Jej główną bohaterką jest Ellie, kobieta po trzydziestce, rozpoczynająca właśnie nowy rozdział po wcześniejszych dramatycznych przejściach. Szansą na przeżycie czegoś ekscytującego staje się przypadkowe spotkanie z Martinem, przystojnym biznesmenem. Romans wybucha z ogromną siłą, całkowicie pochłaniając kobietę, która dla tego związku gotowa jest nawet przenieść się na inny kontynent. Sielanka? W takim razie dlaczego jakiś czas później policjantka Lozza staje oko w oko z tajemnicą brutalnego morderstwa? Co takiego wydarzyło się w małżeństwie Ellie i Martina? Co jest prawdą, a co tylko mylącym pozorem? Jakie tajemnice skrywają bohaterowie i jakie brudy zamiatają pod dywan? 


Odpowiedzi na te pytanie daje lektura "Naszego idealnego małżeństwa" - serdecznie polecam do sięgnięcia po tę pozycję


Mnie pochłonęła bez reszty, aż ciężko było odłożyć książkę na bok. Jest to zasługa świetnie poprowadzonego biegu wydarzeń i podtrzymywania napięcia. Autorka wie, jak to robić: żongluje czasem i miejscem akcji, w części rozdziałów oddaje głos w pierwszej osobie Ellie, w części opisuje zaś wydarzenia w trzeciej osobie, z perspektywy Lozzy. Dzięki temu nie ma mowy o monotonii, poza tym czytelnik cały czas pozostaje uważny i zastanawia się, co w opisywanych scenach jest grą, a co prawdą, skoro w jednej chwili czyta o wielkiej miłości, a za chwilę o zbrodni. Dość szybko dowiadujemy się, jaki był tragiczny finał młodego małżeństwa, ale jak do tego doszło i dlaczego? Tutaj niewiadoma towarzyszy czytelnikowi aż do ostatnich rozdziałów, a atmosfera gęstnieje niemal tak samo, jak parne, lepkie, duszne powietrze Australii, w której tak ciężko było się odnaleźć Ellie...



Śledztwo nie gra w tej powieści głównej roli - nacisk położono zdecydowanie na warstwę emocjonalną i obyczajową. Najwiecej uwagi poświęcono Ellie, jej psychice, jej przeżyciom i tym, jak sobie z nimi radziła (albo i nie radziła...). Przyznam, że zaglądanie w umysł tej bohaterki było bardzo intrygujące. Druga strona tytułowego duetu to również sprawnie napisana postać - Martin ma w sobie coś zagadkowego i demonicznego. Żałuję jedynie, że pewnych kwestii na jego temat dowiadujemy się z opowieści innych - chętnie "zobaczyłabym" tego bohatera w jeszcze większej ilości akcji, bo sceny z jego udziałem czytało się w dużym napięciu.  


Kolorytu powieści dodają też postacie drugoplanowe, a z nich moją uwagę przykuła przede wszystkim Lozza. Policjantka również ma swoje sekrety i choć zdobyła moją sympatię, to autorka delikatnie podsuwa cień zwątpienia w swoją bohaterkę i zmusza czytelnika do refleksji nad tym, czy szlachetne pobudki mogą usprawiedliwiać pewne czyny. 


To zresztą nie jest jedyny trudny temat, jaki przewija się na kartach powieści. Loreth Anna White pisze również o żałobie, o radzeniu sobie ze stratą, o błędach rodzicielskich, o uzależnieniu, o przemocy domowej... Na pozór wydaje się tego sporo, ale fabuła nie jest przekombinowana. Wszystkie elementy ze sobą współgrają, by w zaskakującym finale trafić na odpowiednie miejsca. 


Zakończenie jest naprawdę godne podziwu, robi wrażenie! W ostanim czasie w wielu thrillerach udawało mi się rozszyfrować najważniejszą kwestię, tutaj zaś twist był w stu procentach niespodziewany i udany. Tak spektakularnego rozwiązania się nie spodziewałam, dlatego na pewno ta książka na długo zostanie w mojej pamięci. 



"Nasze idealne małżeństwo" to solidna pozycja dla miłośników nurtu domestic noir. Autorce udało się stworzyć powieść zdecydowanie wyróżniającą się na tle innych z tego jakże popularnego ostatnio gatunku. Pisarka tchnęła w niego powiew świeżości (choćby m.in. poprzez umiejscowienie akcji w Australii), dzięki czemu jej propozycja jest bardzo atrakcyjna. Pomysł na fabułę w połączeniu ze sprawnym warsztatem pisarskim dały świetne połączenie! 


W efekcie powstał kawał dobrego thrillera, z mnóstwem smaczków, na jakie liczy się przy tego typu literaturze. Jeśli szukacie lektury, która zapewni moc wrażeń, by na końcu zafundować trzęsienie ziemi - to chwytajcie po tę powieść. Ogromnie polecam!


Za zaufanie, egzemplarz do recenzji i możliwość przeżycia literackiej przygody, dziękuję Wydawnictwu Mando!

Komentarze

  1. Dobrze, że nie można domyślić się zakończenia. Na pewno to atut.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie chciałabym zapoznać się z tą książką, uwielbiam thrillery psychologiczne, świetnie się przy nich relaksuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Intrygująca propozycja. W sam raz na wakacje:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię taki gatunek książek i jestem zaciekawiona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się wzbudzić zainteresowanie moją recenzją 😊

      Usuń
  5. Jestem bardzo ciekawa tej historii, a więc chętnie przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawa jestem co byś powiedziała po lekturze "Cymanowskiego młyna" - tam też jest trochę thrillera psych., trochę obyczajówki, trochę paranormal activity...
    Ja mam mieszane uczucia, ale muszę przynać, że jest mi z tym dziwnie dobrze. Fajnie, kiedy książka jeszcze po przeczytaniu pracuje w człowieku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam książki, które po przeczytaniu ostatniej strony jeszcze na długo zostają w głowie! Z takich polecam Ci jeszcze "Moja mroczna Vanesso", pisałam o niej w jednym z postów. Książki, o której mówisz, nie znam, ale brzmi intrygująco 😊

      Usuń
    2. Muszę zobaczyć w takim razie :) No "Cymanowski młyn" jest inny - nie wrócę do niego, ale konkluzja jest ważna. Jeśli kiedyś o niej napiszesz to pogadamy :) Póki co, bez spoilerów :D

      Usuń
  7. Takie książki zawsze chętnie czytam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Witam Cię na moim blogu! Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zostawisz ślad po sobie w postaci komentarza.

instagram @pisanezusmiechem