EMOCJONALNY ROLLERCOASTER
Burza różnych uczuć, wiele myśli w głowie. Szybowanie po skrajnych emocjach. Z całą moją wrażliwością. Refleksja nad kruchością i przemijaniem, a jednocześnie nad dobrem, pięknem, miłością, człowieczeństwem.
Jeśli miałabym spróbować zobrazować komuś znaczenie wyrażenia "emocjonalny rollercoaster", to wskazałbym na to, co się dzieje w ciągu ostatnich dni.
Czwartkowa, totalnie szokująca wiadomość o niespodziewanej śmierci posła Łukasza Litewki... Wiadomość, którą w pierwszym momencie wzięłam za wyjatkowo mało śmieszny fake news, by po chwili okazało się, że to jednak zatrważająca prawda.
Kiedy rozmawiałam z przyjaciółką, obie tak bardzo przybite, czułam, że w tych emocjach jesteśmy teraz z całą masą Polaków. Niedowierzanie i smutek.
Łukasz Litewka był człowiekiem, którego większość z nas nie znała na żywo, za to śledziła jego działalność, kibicowała, wiele razy przyłączyła się do akcji charytatywnych wspieranych przez Team Litewka. Był człowiekiem, który naprawdę robił wiele dobrego. Młodym mężczyzną, moim rówieśnikiem.
Ten zupełnie niespodziewany i tak ekspresowy, bezkompromisowy zryw śmierci to bardzo mocne przypomnienie o tym, że kruchość i ulotność życia nie są pustymi słowami. Że nasz czas nie jest nieograniczony. Zegar tyka i nigdy nie wiemy, kiedy wskazówka zadrży ostatni raz. A gdy to się stanie, nie będzie możliwości negocjacji.
Staram się w swojej codzienności, a także publikowanych na Pisane z uśmiechem treściach, przemycać sporo pozytywnej energii zachęcającej do skupienia się na tym, co tu i teraz. I myślę, że te refleksje, które krążą w głowie po odejściu Łukasza Litewki, również dotykają właśnie tego tematu. Żeby wziąć sobie do serca potrzebę pielęgnowania życia w danej chwili, bo naprawdę nie wiemy, który moment będzie tym ostatnim.
Nie lubię kłótni i sporów - staram się rozwiązywać je na bieżąco, bo mam z tyłu głowy myśl, że nie chciałabym zostać lub zostawić kogoś z nierozwiązaną sprawą. Lubię za to okazywać słowami i czynami sympatię wobec ludzi, których wciąż mogę fizycznie przytulić. Lubię cieszyć się z małych rzeczy i je doceniać. A przy tym doceniać również siebie, dbając o swoje marzenia, pragnienia, o wypełnianie swoich dni chwilami, przy których szczerze się uśmiecham.
Dzisiaj czuję wyjątkowo mocno sens tego mojego podejścia. Zresztą...po prostu czuję dużo. I daję sobie przyzwolenie na to przeżywanie. Daję sobie przestrzeń i uważność. Nie próbuję wyhamować tego emocjonalnego rollercoasteru, tylko wyciągnąć z niego coś dla siebie.
I wtedy wjeżdża z impetem akcja charytatywna zorganizowana przez Łatwoganga, i doczepia mi kolejne wagoniki do tego rozpędzonego pociągu emocji.
Jeszcze tydzień temu nie miałam pojęcia, kim jest ten człowiek, a dzisiaj wraz z innymi jestem pod wrażeniem tego, co wydarzyło się z jego inicjatywy dla podopiecznych Fundacji Cancer Fighter. Licznik pieniędzy zebranych na pomoc dzieciom walczącym z rakiem wymyka się wszelkiej spodziewanej skali. Zaangażowanie tak wielu ludzi z tak odmiennych środowisk i różne sytuacje, które się w ramach tej akcji zadziały, to coś, co przejdzie do historii polskiego (a może i nie tylko polskiego) internetu. Szalony, czysty wybuch dobra, radości, dzielenia się pozytywną energią. Niesamowita sprawa!
W naturalny sposób myśli krążą przy tym wokół tego, jak przewrotny jest los. Że Łukasz Litewka kibicował początkowi tej akcji, a nie dożył jej zakończenia. Ale też że tak chętnie w swoim życiu pomagał innym, a tutaj właśnie idea pomagania triumfuje w cudownym stylu. I ona łączy, ponad podziałami i ponad granicami.
Czyż to nie jest najlepszy dowód na to, że samo życie pisze scenariusze, jakich nie powstydziliby się wybitni scenarzyści czy pisarze?



Życie pisze różne scenariusze. Dlatego ważne jest tu i teraz.
OdpowiedzUsuńŁadne zdjęcie na końcu posta. Czytając go można się na chwilę zatrzymać a patrząc na ten widoczek na chwilę się rozmarzyłam.
OdpowiedzUsuńŚmierć Łukasza Litewki poruszyła tylu ludzi... Od śmierci Jana Pawła II, chyba nie było osoby, której odejście tak uderzyło Polaków.
OdpowiedzUsuń